A ja w ogóle jestem nieprzygotowana... Ciąża z drugim dzieckiem to zupełnie inne podejście niż pierwsza. W ciąży z Matyldą ciągle o tym co mnie czeka rozmyślałam, wyobrażałam sobie jak to będzie, gdy już ten słodki bobas (bo co do tego, że słodki będzie, wątpliwości nie miałam) na dobre pojawi się w naszym życiu, jak będziemy go/ją kochać, bawić się itd. Dziecko i ciąża, mimo, że pracowałam zawodowo, opanowały moje myśli na całe dziewięć miesięcy. A teraz? Hmmm, to nie tak, że w ogóle nie myślę o dziecku, bo myślę całkiem sporo, ale nie jest to już tak intensywne. Nie mam już chyba tyle czasu na myślenie - Matylda jest bezlitosna, jeśli chodzi o dawanie matce świętego spokoju, a poza tym wiem mniej więcej co mnie czeka, tzn, doświadczyłam trudnej opieki nad trudnym noworodkiem i zdaję sobie sprawę z tego, że lekko nie będzie. I chyba jestem tym z lekka przerażona.
Tym niemniej kocham mojego synka, od kiedy wiem, że istnieje. I nie mogę się już doczekać naszego spotkania. Bo to chłopak będzie! Wiem o tym od 3 listopada - zdjęcie USG wg pani położnej, która je zrobiła, nie budziło wątpliwości, zresztą, ja swoim amatorskim okiem też widziałam wszystko 'jak na dłoni' ;). Od początku ciąży wiedziałam, tzn. czułam, że to On będzie, podobnie jak przy M czułam, że noszę pod sercem dziewczynkę. Nie wiem, jakiś szósty zmysł mi się w tej kwestii wlączył. Mój Mały będzie miał na imię Igor.
Igor już w fazie bytności w brzuchu pokazuje, że jest zupełnie inną jednostką niż jego siostra. Jest znacznie bardziej ruchliwy i dużo silniejszy. Mada nigdy nie kopała tak mocno i dużo, choć też nie była leniuszkiem. Kopniaki Igora od dawna powodują moje syki i jęki, i mimo, że ma tam w środku coraz mniej miejsca, siła jego ruchów nie zmniejsza się. Nie jest też tak wrażliwy na chodzenie jak Matylda - jej przy chodzeniu prawie w ogóle nie czułam, spała; Igor za to nieraz powoduje, że muszę przystanąć na spacerze, bo ból od kopniaka jest nie do zniesienia, taki mnie prąd przechodzi. Cieszę się z tych ruchów, bo to poprzez nie Igor mówi mi, że ma się dobrze, że wszystko w porządku, że nie muszę się o niego martwić. Czasem jednak dają mi w kość, szczególnie w nocy, gdy chciałabym sobie pospać, a tu mojemu Maleństwu w brzusiu włącza się tryb piłkarza - i nocka w jakiejś części z głowy.
Jestem bardzo ciekawa, jaki będzie, z wyglądu i charakteru. Czy będzie męską wersją Matyldy, czy też zupełnie inną mieszanką genów moich i Męża? Czy będzie takim wymagającym i od początku mega towarzyskim człowiekiem jak jego Siostra, czy też będzie noworodkiem-aniołem, który tylko je i śpi? Jak szybko załapie o co chodzi w ssaniu piersi? Tyle tych niewiadomych, które z czasem jedna po drugiej zaczną się ujawniać. Nie mogę się doczekać tego odkrywania jego osobowości, to chyba najbardziej ekscytujące w byciu rodzicem.
A póki co, czeka mnie jeszcze mnóstwo prania, prasowania, układania... no i torbę do szpitala trzeba by spakować. I pewnie jeszcze cała masa innych rzeczy, do których nie mam w ogóle głowy. Śmieszne to, że przy Matyldzie, już od dawna wszystko miałam przemyślane i pamiętam, że szczerze dziwiły mnie ciężarne-po-raz-kolejny, które przyznawały, że są daleko w tyle z przygotowaniami do przyjścia kolejnego potomka na świat, mimo, iż zostało im tylko kilka tygodni do rozwiązania. Teraz sama mam takie podejście. Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia.
Jestem bardzo ciekawa, jaki będzie, z wyglądu i charakteru. Czy będzie męską wersją Matyldy, czy też zupełnie inną mieszanką genów moich i Męża? Czy będzie takim wymagającym i od początku mega towarzyskim człowiekiem jak jego Siostra, czy też będzie noworodkiem-aniołem, który tylko je i śpi? Jak szybko załapie o co chodzi w ssaniu piersi? Tyle tych niewiadomych, które z czasem jedna po drugiej zaczną się ujawniać. Nie mogę się doczekać tego odkrywania jego osobowości, to chyba najbardziej ekscytujące w byciu rodzicem.
A póki co, czeka mnie jeszcze mnóstwo prania, prasowania, układania... no i torbę do szpitala trzeba by spakować. I pewnie jeszcze cała masa innych rzeczy, do których nie mam w ogóle głowy. Śmieszne to, że przy Matyldzie, już od dawna wszystko miałam przemyślane i pamiętam, że szczerze dziwiły mnie ciężarne-po-raz-kolejny, które przyznawały, że są daleko w tyle z przygotowaniami do przyjścia kolejnego potomka na świat, mimo, iż zostało im tylko kilka tygodni do rozwiązania. Teraz sama mam takie podejście. Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz