Wiem, dawno już po świętach, nawet Sylwester już jest mglistym wspomnieniem, ale było nam w ten czas tak wyjątkowo, że muszę tu małą retrospekcję zaserwować.
Z powodu mojej dość zaawansowanej już ciąży, zwolniona zostałam w tym roku z jakiegokolwiek pichcenia. Nie, żebym w ogóle była urodzoną kucharką, ale tym razem nie robiłam w zasadzie nic, całą kolację wigilijną przygotowały moja Mama i Teściowa, z pomocą Siostry i Szwagierki. W związku z tym u nas całe zamieszanie zaczęło się dopiero w piątek, 23-go, uberaniem choinki. Matylda, która aktywnie pomagała rodzicom w przystrajaniu drzewka była nim wyraźnie zaaferowana i zachwycona ozdobami:
Wieczorem za to zabrałyśmy się za pieczenia kruchych ciasteczek migdałowych:
Matyldzia dzielnie mi pomagała, najpierw przy obieraniu migdałów, a potem w wycinaniu gwiazdkowych słodkości:
Było to nasze pierwsze wspólne pieczenie, a o tym jak bardzo Madzie się podobało niech świadczy fakt, że jeszcze wczoraj widząc wałek do ciasta, namawiała mnie w swoim slangu do powtórki ;).
Wigilia i Święta też były pełne wrażeń. Kolacja z powodu drzemki naszej Dziuby nieco się opóźniła - poniżej obudzona Mada oczekuje gości. Jest rozkosznie przejęta, jakby czuła, że to wyjątkowy wieczór.
Kolacja minęła nam w cudownej atmosferze. Było dużo śmiechu, radości oraz zadumy, jak to zwykle w Wigilię.
W końcu nadszedł czas na prezenty. Muszę przyznać, że nadal z niecierpliwością czekam na ten moment, zupełnie jak dziecko. Czekam, ale inaczej. Nie interesują mnie już tak bardzo moje prezenty, o wiele ciekawsze jest teraz obserwowanie reakcji Matyldy na to, co znajdzie w swoich paczkach. W tym roku, każdy prezent ją zachwycił. A oto i jej zdobycze (wiem, trochę to materialne podejście, ale myślę, że kiedyś z przyjemnością przeczyta, co dostała na swoją drugą Gwiazdkę):
- domek sorter z kluczykami,
- duże łóżko,
- samochodzik z rodziną świnki Peppy (jednej z dwóch ul.ubionych bajek M.)
- odtwarzacz CD dla dzieci,
- klocki Hello Kitty,
- 6 płyt z Teletubisiami (uwielbia!),
- grająca skrzynka na listy,
- kurtka.
Sporo tego... Ale taki jest przywilej jedynego dziecka w rodzinie...
A poniżej Mada z rana w Boże Narodzenie - ledwo się obudziła, pobiegła bawić się swoimi nowymi zabawkami:
Resztę Świąt spędziliśmy już poza domem - najpierw u Teściów, potem u mojej Mamy. Matylda była w swoim żywiole - wszyscy się nią zajmowali, bawili... Mnie oczywiście też się to podobało, czasem trzeba od siebie odpocząć, nie ważne jak bardzo się kocha.
Tu - rozszyfrowywanie telefonu Dziadków; figle w oczach mówią same za siebie:
Domek oczywiście został do Dziadków zabrany - jak widać, spełniał swoją rolę:
I tu też:
Na ostatnim zdjęciu - Mada z Goją, psem mojej Siostry i chyba najważniejszą 'osobą' w życiu mojej córci, bo co rusz o niej opowiada i pyta, kiedy pojedziemy 'Goja do'?
Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy, Święta też... Cieszę się jednak, że były, że udało się nam stworzyć choć trochę wyjątkowej atmosfery. Dla Niej.