Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogólnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogólnie. Pokaż wszystkie posty

1 czerwca 2012

Nareszcie znalazłam chwilę, by tu zajrzeć. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile czasu minęło od mojego ostatniego posta! Dzień za dniem mija i czas przecieka mi przez palce. Bo jak to się mówi 'jak nie urok to sraczka' - zawsze jest coś, czym się trzeba zająć. Jak nie karmienie Igora, to pocieszanie Matyldy. Jak jedno prześpi pięknie nockę, to drugie ma jakieś koszmary. Kiedy Igorowi w drodze wyjątku udało się zasnąć wczesmym wieczoram, to akurat Matylda musiała wojować do około 23.. I jak tu bloga pisać w takich warunkach?!?

Ale, ale - dochodzimy chyba powoli do równowagi. Na zaglądanie tu w ciągu dnia nie mam szans, ale jest nadzieja, że w najbliższej przyszłości odzyskam wolne wieczory. Matylda regularnie pada jak mucha około 19-20; rekompensuje mi tym brak drzemek wciągu dnia, he he. A Igor zasypia coraz wcześniej. We wtorek zasnął o 20:20 - to był pierwszy taki beztroski wieczór od kiedy się urodził. Jest więc prawdopodobne, że wrócę do jako-tako regularnego przebywania w blogosferze.

W skrócie - mam cudowne dzieci!

Igor jest bardzo pogodnym bobasem. Rano, wystarczy, że zbliżam się do jego łóżeczka, a on już się śmieje. Jego uśmiech działa na mnie jak balsam, koi moją zbolałą ze zmęczenia duszę i sprawia, że co chce się wstać. Potrafi nieźle kokietować. Zapowiada się na gadułę, bo gaworzy dużo i do każdego - mamy, taty, Matyldy, Babci czy misia. Uwielbia być przytulanym. Jest coraz bardziej ciekawy wszystkiego, co go otacza - obserwuje świat robiąc wielkie oczy i kwicząc głośno. A z przyziemnych spraw - przepięknie przesypia noce - siedem godzin przespanych jednym ciągiem to już żadna nowość! Ja niestety z powodu zobowiązań zawodowych (pomagam mężowi w 'wolnym czasie'), nie korzystam w pełni z tego błogosławieństwa, skutkiem czego jestem coraz bardziej przemęczona, ale sam fakt, że Mały tak pięknie śpi, jest dla mnie niesamowity.

Matylda za to bardzo dojrzała. Nie wiem, czy obiektywnie, ale w moich oczach bardzo. To niesamowite, że w nocy, kiedy jechałam do porodu, żegnałam się z moją małą dziewczynką, a kiedy wróciłam do domu raptem dwa dni później, czekała na mnie dorosła niemal dama. Perspektywa 'małego dzidziusia' zmieniła się diametralnie wraz z pojawieniem się Igora. Ostatnio widzę, że Mada zaczyna akceptować nowy stan rzeczy i tolerować to, że nie ma mnie dla siebie na wyłączność. Początki bowiem nie były łatwe, ale to temat na osobny post. Od paru dni, zrobiła się naprawdę ugodowa, taka rozumna i mało marudna. Znowu dużo się śmieje i wymyśla sobie zabawy. Mam nadzieję, że tak już zostanie. 

Na koniec - moje dwa zbóje łobuzujące na łóżku. Z czasem widzę coraz wyraźniejsze interakcje między nimi. Kocham te moje Dzieciaki nad życie

Zresztą - jak tu nie kochać takich słodkich pyszczków ;) ??


25 lutego 2012

Na luzie z Mamą

Ale fajny, spokojny dzień dzisiaj miałyśmy. Matylda od rana była cudowna - dała mi pospać do 8:30, po mleku leżałyśmy sobie jeszcze w łóżku przez prawie godzinę, spędzając ten wolny czas na pogaduchach, przytulankach i rozśmieszankach. Uwielbiam takie powolne poranki, kiedy nic nas nie goni, nie ma tysiąca spraw do załatwienia, czy miejsc, w których musimy być. Tak rzadko się zdarzają, musiałam to wykorzystać, tym bardziej, że to ostatnie taki dni na jakiś czas... Wstałyśmy więc ze spokojem około 9:30, zjadłyśmy powolne śniadanie i ze spokojem przeszłyśmy do dalszego ciągu dnia.

Mąż co prawda spędzał cały dzisiejszy dzień na uczelni, ale przyjechała do nas moja Mama, a to zawsze dobrze mi robi. Oczywiście fizycznie za dużo mnie nie odciąża z powodu ręki w gipsie, ale już sama jej obecność obok poprawia mi nastrój i samopoczucie. Nie widziałyśmy się od trzech tygodni, więc stęskniłyśmy się wszystkie za sobą niezmiernie. Wiadomo, najmocniej Mama tęskniła za Madą, jak to babcia za jedyną wnusią... A wnusia nie omieszkała tego wykorzystać - zaciągała Babcię do zabawy we wszystko co się dało, na co Baba dawała się namówić. Było namiętne rysowanie, turlanie piłki po korytarzu, czytanie...  Podejrzewam, że Baba będzie w nocy spała jak ten susełek ;).

Ja za to miałam dużo chwil wytchnienia, nawet obiadu nie robiłam, stwierdziłam, że zamówienie pizzy krzywdy nikomu nie zrobi. I rzeczywiście, wszyscy byli zadowoleni, a Matylda chyba najbardziej - począwszy od tego, że pan przyniósł mniam mniam do domu, a na otwieraniu pudeł i intensywnym badaniu pizzy skończywszy. Samo danie też nawet jej smakowało - wiem, nie jest to zbyt zdrowe i normalnie nie serwuję takich rzeczy mojej rodzinie, ale bez przesady, od jednej pizzy nasze zdrowie się chyba nie pogorszy.

I chyba dobrze się stało, że spędziłam ten dzień w taki leniwy sposób (choć spacer był oczywiście - obowiązkowo w taki dzień, gdy nie ma wielkiego mrozu, mega deszczu i wiatru), bo właśnie spojrzałam na moje stopy i... o matko!!!! gdzie moje kostki??????? Palce u rąk też jakieś takie parówkowe się zrobiły - kurka, ale napuchłam... No, to się chyba położę, nogi do góry muszą iść, koniecznie!

22 stycznia 2012

Spokojny weekend

Od wczoraj jesteśmy z Matyldą w rozjazdach - mąż na uczelni (studiować mu się akurat w tym roku zachciało, ech...), a my z wiadomych przyczyn Babcie i Dziadka musimy odwiedzić.

Niestety moja kochana Mama sama sobie niezbyt fortunny prezent na ten swój, od niedawna obchodzony dzień, zafundowała - w piątek się przewróciła i złamała prawą rękę w nadgarstku... Wczoraj, jak tam byłyśmy, było mi jej strasznie żal, bo cała jest poobijana strasznie, na szczęście poza tą nieszczęsną ręką nic już innego jej się nie stało. Rozpaczała biedna, że nie może się z wnusią pobawić, ale myślę, że Matylda samą swoją obecnością i wszechobecnym szczebiotaniem, humor nieco poprawiła, bo na Dziadków to ona niczym balsam działa, ta moja Córcia kochana.

A dziś u Teściów siedzimy, w domu niestety, bo pogoda w ogóle na żadne spacery się nie nadaje. Matylda jednak zadowolona, ona uwielbia wizyty wszelkiego rodzaju, gdy jest dużo ludzi i dużo się dzieje, są psy i ogólnie swobodna, rodzinna atmosfera. Nawet za bardzo na telewizję nie jest dziś napalona, a to znak, że naprawdę jej się nie nudzi. Ja za to mam okazję troszkę odpocząć, bo wszelkiego rodzaju wycieczki po domu, zabawy czy sprawy związane z toaletą to dziś domena Babci.

Weekend więc bez jakiś większych wrażeń, przynajmniej dla nas, ale miły.

14 stycznia 2012

Zima przyszła!

Nareszcie! Doczekałam się! Zrobiło się naprawdę zimno, mróz na dworze w oczy szczypie i spadł śnieg! Koniec tej ohydnej łagodnej 'zimy', której nie znoszę. Miałam takową przez sześć lat pobytu na Wyspie i wystarczy, dziękuję. Nie ma nic bardziej przygnębiającego niż kilka miesięcy szarugi, wiatru, ciemnych chmur i deszczu - to wszystko powodowało, że zawsze w marcu byłam już psychicznie wykończona tą pogodą. Prawdziwa zima jest mi potrzebna, regeneruje mnie!

Jak dobrze pójdzie, Matylda zaliczy jutro swój pierwszy spacer na śniegu - rok temu zimą jeszcze nie chodziła pieszo po śniegu - samodzielnie potuptała dopiero pod koniec lutego; mimo, że śniegu jeszcze było pod dostatkiem to na dworze nie chodziła, bo... nie miała odpowiedniego obuwia ;). A szczerze mówiąc szkoda mi było wydawać pieniądze na kozaki, które miały posłużyć raptem dwa tygodnie (wiem, wyrodna matka ze mnie...).

Łeeeee, właśnie zdałam sobie sprawę, że nie wzięłam aparatu fotograficznego do Mamy, gdzie spędzamy z Madą weekend... Co za guła ze mnie jest!

2 stycznia 2012

No to zaczynamy pisanie

Jestem mamą niespełna dwuletniej Matyldy, największego szczęścia, jakie mnie dotąd spotkało oraz małego brzdąca, który obecnie przesiaduje jeszcze w moim brzuchu i ma przyjść na świat za około dwa miesiące. To o nich będzie ten blog. Piszę, bo chcę zachować jak najwięcej z tego, o czym się z często zapomina - o zwykłych-niezwykłych zdarzeniach z życia zwyczajnej rodziny, szczególnie tych dotyczących dzieci, by jak najmniej rozmazało się w głowach w przyszłości, ale przede wszystkim, by moje Dziubki dwa mogły to kiedyś przeczytać i, kto wie, może nawet mieć przy tym frajdę(?)
***
Za pisanie brałam się już kilkakrotnie, zawsze jednak coś mi przeszkadzało, rozpraszało. Mam więc szczerą nadzieję, że tym razem będzie inaczej, że TU będzie mi dobrze. Pożyjemy, zobaczymy...