Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Igor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Igor. Pokaż wszystkie posty

8 czerwca 2012

Ha, ha, ha

Śmiech. Prawdziwy, taki z przepony, głośny śmiech. Igor dziś, w Boże Ciało po raz pierwszy w życiu zaśmiał się w głos. I to nie raz i nie dwa - wujek T. wizytujący nas wieczorem tak intensywnie rozśmieszył mi Synka, że ten wręcz eksplodował całym sobą w serii chichotów. 

Jeden z najwspanialszych dźwięków, jakie można w życiu usłyszeć, jest mi po raz drugi znany. Niesamowite - dla mnie to jeden z najwspanialszych momentów w macierzyństwie - tak przejmujący, że aż wzruszający. Zdecydowanie do zapamiętnia, choć niestety nie do opisania, przynajmniej ja słów nie znajduję...  A szkoda.

Na szczęście Tatuś zachował trzeźwość umysłu i zdołał nakręcić krótki filmik z całego wydarzenia. I co ja bym bez niego zrobiła?

1 czerwca 2012

Nareszcie znalazłam chwilę, by tu zajrzeć. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile czasu minęło od mojego ostatniego posta! Dzień za dniem mija i czas przecieka mi przez palce. Bo jak to się mówi 'jak nie urok to sraczka' - zawsze jest coś, czym się trzeba zająć. Jak nie karmienie Igora, to pocieszanie Matyldy. Jak jedno prześpi pięknie nockę, to drugie ma jakieś koszmary. Kiedy Igorowi w drodze wyjątku udało się zasnąć wczesmym wieczoram, to akurat Matylda musiała wojować do około 23.. I jak tu bloga pisać w takich warunkach?!?

Ale, ale - dochodzimy chyba powoli do równowagi. Na zaglądanie tu w ciągu dnia nie mam szans, ale jest nadzieja, że w najbliższej przyszłości odzyskam wolne wieczory. Matylda regularnie pada jak mucha około 19-20; rekompensuje mi tym brak drzemek wciągu dnia, he he. A Igor zasypia coraz wcześniej. We wtorek zasnął o 20:20 - to był pierwszy taki beztroski wieczór od kiedy się urodził. Jest więc prawdopodobne, że wrócę do jako-tako regularnego przebywania w blogosferze.

W skrócie - mam cudowne dzieci!

Igor jest bardzo pogodnym bobasem. Rano, wystarczy, że zbliżam się do jego łóżeczka, a on już się śmieje. Jego uśmiech działa na mnie jak balsam, koi moją zbolałą ze zmęczenia duszę i sprawia, że co chce się wstać. Potrafi nieźle kokietować. Zapowiada się na gadułę, bo gaworzy dużo i do każdego - mamy, taty, Matyldy, Babci czy misia. Uwielbia być przytulanym. Jest coraz bardziej ciekawy wszystkiego, co go otacza - obserwuje świat robiąc wielkie oczy i kwicząc głośno. A z przyziemnych spraw - przepięknie przesypia noce - siedem godzin przespanych jednym ciągiem to już żadna nowość! Ja niestety z powodu zobowiązań zawodowych (pomagam mężowi w 'wolnym czasie'), nie korzystam w pełni z tego błogosławieństwa, skutkiem czego jestem coraz bardziej przemęczona, ale sam fakt, że Mały tak pięknie śpi, jest dla mnie niesamowity.

Matylda za to bardzo dojrzała. Nie wiem, czy obiektywnie, ale w moich oczach bardzo. To niesamowite, że w nocy, kiedy jechałam do porodu, żegnałam się z moją małą dziewczynką, a kiedy wróciłam do domu raptem dwa dni później, czekała na mnie dorosła niemal dama. Perspektywa 'małego dzidziusia' zmieniła się diametralnie wraz z pojawieniem się Igora. Ostatnio widzę, że Mada zaczyna akceptować nowy stan rzeczy i tolerować to, że nie ma mnie dla siebie na wyłączność. Początki bowiem nie były łatwe, ale to temat na osobny post. Od paru dni, zrobiła się naprawdę ugodowa, taka rozumna i mało marudna. Znowu dużo się śmieje i wymyśla sobie zabawy. Mam nadzieję, że tak już zostanie. 

Na koniec - moje dwa zbóje łobuzujące na łóżku. Z czasem widzę coraz wyraźniejsze interakcje między nimi. Kocham te moje Dzieciaki nad życie

Zresztą - jak tu nie kochać takich słodkich pyszczków ;) ??


20 kwietnia 2012

Szybkie sprawozdanie z placu boju

No to stało się - sześć tygodni temu zostałam mamą po raz drugi!

Igor urodził się 10 marca o 11:00. Ważył 3900 g przy długości 55 cm. To jedno z jego pierwszych zdjęć, tuż po tym, kiedy przynieśli mi go po pierwszych badaniach.



Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Tego uczucia, kiedy kładą dopiero co urodzone dzieciątko na brzuchu lub piersi, nie da się porównać do niczego - rozkosz w najczystrzej postaci. I ta natychmiastowa amnezja - przed momentem nic oprócz bólu - po położeniu tej małej, mięciutkiej, śliskiej od mazi płodowej istotki wszystko znika - prawdziwy cud. Jego też ogarnął ogromny spokój, kiedy leżał na mnie, było mu w tej pozycji naprawdę dobrze. I już nie liczyło się nic, byliśmy cali dla siebie.

O samym porodzie napiszę jeszcze kiedyś. Teraz chcę napisać tylko - nie było źle!

***
Igor jest bardzo łatwy w obsłudze - zwłaszcza w porównaniu ze swoją Siostrą - ładnie i bezproblemowo je, stosunkowo dużo śpi, zwłaszcza w nocy i mało płacze. Szybko zrozumiał różnicę między dniem i nocą - w zasadzie od początku śpi przynajmniej cztery godziny w nocy, a czasem potrafi nawet i sześć godzin przespać jednym ciągiem. Bardzo lubi spać na dworze, co dla mnie jest nowością, bo Matylda tego nie znosiła - z nią wyjście na spacer pełne było wrzasku i łez.

Igor ma piękny uśmiech, którym obdarzył mnie po raz pierwszy w wieku niecałych czterech tygodni. Od kilku dni próbuje gurzyć. Jest bardzo towarzyski - może leżeć przez jakiś czas sam w łóżeczku, ale po jakiś 10 minutach woła o uwagę. Do tego prawdziwy z niego siłacz - potrafi pięknie trzymać główkę, przekłada ją z boku na bok, gdy leży na brzuszku (zrobił to nawet tuż po porodzie, kiedy czekał w kojcu na badanie pediatry). Jest przesłodki.

Niestety ma małe problemy z brzuszkiem - jest strasznym żarłokiem, który bardzo łapczywie je i któremu ciężko się odbija. W związku z tym bolesne wzdęcia i duuuuuuużo noszenia na rękach to u nas norma. Przez to mam mało czasu na cokolwiek, w tym i pisanie... Ale po trzecim miesiącu tego typu problemy powinny się skończyć, więc przyjdzie czas, kiedy będę tu bardziej regularnie.

***
Miałam w planach napisać dziś więcej, dużo przecież się wydarzyło, zmieniło, ale niestety zmęczenie daje mi o sobie znać - czas iść spać, tym bardziej, że oba dzieci śpią...