Ostatni wieczór 2011 r. spędziliśmy w towarzystwie I. i P. oraz ich synka Kacpra. Oczywiście o szalonej imprezie nie było mowy, bo po pierwsze były dzieci, a po drugie mój stan na żadne szaleństwa mi nie pozwala, ale i tak było przemiło.
Jedno, co jasno można stwiedzić, to to, że dzieciaki dały czadu! Obydwoje świetnie się bawili przez cały wieczór. Cały!!! Matylda jeszcze po pólnocy trzymała fason - przed północą odstawiła jeszcze taniec do piosenki Adele, a przy powitaniu Nowego Roku trzymała dzielnie zimne ognie, sama. Była naprawdę przecudaśna w ten wieczór, padła dopiero po 1:00.
Poniżej - mały fotoreportaż z wieczoru:
A najmilszą rzeczą z tego wszystkiego było to, że w Nowy Rok nasza córcia pozwoliła nam pospać do... 10:00! Taka rozpusta nie miała miejsca od prawie dwóch lat!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz