Uwaga! Wszystko, co napisałam ostatnio, cały poprzedni post, po ostatnich dwóch dniach odwołuję!!! Od wczoraj moja Córcia jest... no aniołem jest po prostu.
Wczoraj rano nic tej zmiany nie zapowiadało, Matylda obudziła się o 5:00 i ciężko jej wrócić do snu. Oczywiście to ja musiałam przy niej siedzieć i próbować ją uśpić z powrotem, Mąż, ku memu niekończącemu się zdumieniu, jest ciężko głuchy na jej jęki w nocy. Kiedy wybiła 6:15 stwierdziłam, że trudno - wstajemy, tym bardziej, że o 7:00 i tak wstać było trzeba, bo zaplanowaną mieliśmy zabawę w łapanie siuśków Matyldy do pojemnika na badanie moczu. Trzeba było zrobić posiew, więc o żadnych woreczkach czy siusianiu do wyparzonego nocnika mowy nie było w tym przypadku*. Jeśli ktoś myśli, że takie łapanie siuśków od dziecka, które wyraźnie nie ma ochoty na siusianie w powetrzu i potrafi wstrzymywać swoje potrzeby jest fajne i proste, nie miał do czynienia z Matyldą. Zajęło nam to, bagatela, jedynie półtorej godziny (czytaj - półtora długiego odcinka Teletubisiów) w pozycjach: mąż na kanapie trzyma Madę w pozycji siedzącej z pupą zwisającą nad miską, ja na podłodze przodem do nich wpatrująca się intensywnie Córci między nogi lub przy wyprostowywaniu się intensywnie nasłuchująca odgłosu siuśków odbijających się od miski. No czad po prostu! Udało się nam dopiero, kiedy Mada naprawdę się zdenerwowała, musiała w końcu ścierpnąć i zaczęliśmy jej tłumaczyć, że niestety będzie tak wisiała dopóki nie zrobi porządnego siusiu. Zrozumiała.
Reszta poranku była jeszcze ciężka, ja zmęczona, obolała, funkcjonowałam na zwolnionych obrotach, zanim się ogarnęłam, było już po 11:00 i stwierdziłam, że biorąc pod uwagę to jak krótko Matylda spała (raptem 7 godzin), nie ma sensu wychodzić już na spacer, bo Córcia powinna się niedługo robić senna. O 12:00 była już nie do zniesienia i... poszła spać! To warto napisać, bo Mada przestała drzemać w zasadzie przed trzema miesiącami. Więc ta jej wczorajsza drzemka była cudnym prezentem. Spała przez trzy godziny, w ciągu których ja: wyspałam się, zrobiłam obiad, poczytałam książkę wyciągnięta na kanapie. Rewelacja!
I wszystko co dobre od tego się zaczęło! Matylda obudziła się w świetnym humorze, zjadła cały obiad (z dokładką), była wesoła, tańcząca, gadająca i zachwycona wszystkim, co ją otacza. Jak dawno tego nie doświadczyliśmy! Wieczorem zabraliśmy ją jeszcze na kontrolne badanie USG**, podczas którego nawet nie kwęknęła, a powiem więcej - zagadywała lekarza. Pan doktor był zszokowany, my też! My jeszcze szczęśliwi, że taki inny wieczór się nam zapowiada.
I nie zawiedliśmy się. Matylda po kąpieli... poszła sama do swojego łóżeczka, a po tatusiowym czytaniu, spokojnie w nim została i sama zasnęła. Nie było płaczu, wychodzenia, wołania nas, sprawdzania, nic. No anioł po prostu, jak już pisałam. Z Mężem oczy przecieraliśmy ze zdumienia.
Dzisiaj też miły dzień miałyśmy. Rano klubik malucha (Mada uwielbia tam chodzić), potem spacer - wiatr wiał co prawda niemiłosiernie, ale było sucho, więc wybrałyśmy się na plac zabaw, gdzie Matylda przez około 30 min bawiła się na zjeżdżalni. Nie ma się co dziwić, sama nie pamiętam już kiedy ostatnio się tam bawiła. Mnie było bardzo zimno, ale ona tak się na tym placu cieszyła, że nie miałam serca jej stamtąd zabierać. W domu znalazłyśmy się dopiero, gdy zgłodniała.
Cała reszta dnia to już z górki poleciała. Nic się w zasadzie nie wydarzyło, było po prostu miło, ciepło, przytulaśno, śmiesznie itp. Byłyśmy szczęśliwymi, kochającymi się matką i córką. kiedy dołączył do nas Tatuś, pojawiły się jeszcze piski i kwiki szczęścia, śmiechów i hihów nie było końca - Tatuś bardziej rozrywkowy jest.
Takie wieczory to balsam na mą duszę. Kocham mieć taką rodzinę. Niczego mi więcej do szczęścia w tej chwili nie trzeba. Oby jak najwięcej takich dni!
***
*Siusianie Mady to odrębna historia, na pewno kiedyś do niej wrócę, bo jest to temat, który mnie nurtuje już od jakiegoś czasu...
**Matylda tuż przed Świętami przechodziła ostre odmiedniczkowe zapalenie nerek, którego leczenie zakończyło się dopiero tydzień temu - w tym tygodniu musieliśmy skontrolować czy poskutkowało. Wyniki są rewelacyjne na ten moment - zero bakterii w moczu i nerki wracające do normy! Uff...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz