18 stycznia 2012

Dziś...

...są moje urodziny. Kolejna cyfra do metryki dodana, znowu do emerytury bliżej, no cóż.

Dzień zapowiadał się ciężko, po bardzo ciężkiej nocy - dosć powiedzieć, żę skutkiem tego zaspałyśmy na zajęcia w Matyldowym klubiku o 9:00...

Na dodatek w południe mąż zadzwonił, że musi w pracy dłużej powiedzieć, bo ma spotkanie z klientem po godzinach - myślę sobie - to już nawet nie jest dzień jak co dzień - to po prostu kpina takie urodziny! I tu - niespodzianka! - po południu przyjechała moja szwagierka z chłopakiem, z torcikiem (pysznym nota bene), pobawili się z Dziubą itd. W końcu wrócił Mąż i... kazał mi się szybko przebierać (fakt, mój strój mozna było określić mianem mało wizytowego, delikatnie mówiąc), bo jedziemy do restauracji! Taki to organizator z niego wyszedł!

I było bardzo smacznie, romantycznie i miło. Zrelaksowałam się, bardzo takiego wyjścia potrzebowałam. Dziękuję ci Mężu mój kochany!

***
A po powrocie mimo późnej pory, czekała na nas wykąpana, uśmiechnięta i przeszczęśliwa z powodu gości i naszego widoku Córeczka! Mała godzinka z hakiem i w końcu zasnęła. Ale w takie wieczory, to długie usypianie nie męczy, no prawie... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz