O tym, że moje Dziecię jest wyjątkowo uparte, wiem od zawsze. Od urodzenia ta mała dama wyraźnie pokazywała nam (lub raczej wydawała wyraźne efekty dźwiękowe), że co jak co, ale w kaszę to ona sobie dmuchać nie da. I zawsze sobie myślałam 'I bardzo dobrze! Przynajmniej wie, czego chce'. Z biegiem czasu jednak coraz mniej mi się to podoba, tzn. nadal uważam, że dla niej to świetnie, dobrze, że jest asertywna, ale jednocześnie widzę z dnia na dzień coraz wyraźniej, że ja jako matka mam po prostu z takim dzieckiem przerąbane!* Bo charakter ma to to bardzo trudny.
Jeśli coś jest nie po myśli Córci, mamy głośną awanturę. I to może być wszystko: nie taki ciuch, nie ten soczek w nie tym kubku, nie ta książeczka, za wczesny powrót do domu z dworu, do tego z koniecznością wdrapywania się po schodach na drugie piętro... no masakra jakaś normalnie, bo mama z powodu jakiejś ciąży odmawia noszenia(!) itp itd. Ostatnio w domu tak krzyczała i wyła (piszę zarówno o intensywności jak i o długości), że bałam się, iż sąsiedzi naślą na mnie, jako na wyrodną matkę, pomoc społeczną. Poszło sortowanie prania przed włożeniem do pralki - Matyldy rozumienie wyrażenia 'pierzemy białe' różniło się zasadniczo od mojego i awantura gotowa... A w pionie łazienkowym wszelkie hałasy się tak pięknie niosą po sąsiadach...
Najbardziej mi się podoba, kiedy na spacerze to Mada decyduje gdzie idziemy - idzie z reguły przede mną i mówi 'Tam', pokazuje palcem, gdzie idziemy i maszeruje twardo. Zawsze, gdy zmienia kierunek, albo gdy ja próbuję zboczyć z jej azymutu, wyciąga palec w obranym kierunku i powtarza 'Tam', a jest przy tym taka poważna, że odechciewa się wszelkiej dyskusji ;)**.
Chociaż... co do schodów jeszcze to muszę oddać sprawiedliwość, że od jakiegoś tygodnia nie są one już problemem. Po kilku miesiącach ustawicznych awantur i tłumaczenia na klatce schodowej, że musi wchodzić sama, bo mama jej nosić nie może, Matylda zrozumiała o co mi chodzi i... zaczęła wchodzić samodzielnie! Oczywiście teraz, z jednej skrajności wpadła w drugą - nie chce, żeby jej jakkolwiek pomagać, wchodzi sama i kropka! Ale tak to ona już ma - jak już coś robi to sama, bo taka mała uparta Zosia-Samosia z niej jest ;).
Ale to wchodzenie po schodach to prawdziwy sukces jest!
*Tak naprawdę to nie chciałabym, żeby Mada była inna, ani odrobinę! Ale te 'kłótnie' o różne pierdoły potrafią być naprawdę wykańczające.
**Oczywiście, kiedy mam coś do załatwienia, nie jestem taka bierna - staram się jej wyjaśnić, że teraz/dziś 'tam' nie pójdziemy bo mamy coś pilnego do zrobienia gdzie indziej, ale może potem/jutro pójdziemy 'tam' jeszcze, jak czas i siły pozwolą... O dziwo - z reguły działa. Dzieciaki są naprawdę mądre.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz