Wczoraj moja ciąża ukończyła 39 tygodni i byłam na kontroli u ginekologa, więc mogę zgłosić aktualizację co do mojego stanu i stanu Igora.
Igor ma się dobrze, leży sobie od dawna główką do dołu i choć jest mu już ciasno, sporo się rusza (o, nawet teraz masakruje mi pęcherz i szyjkę macicy...). Waży około 3,6 kg, co wczoraj odpowiadało dokładnie 39 t.c. Czyli nieźle, nie urósł za bardzo, a ja z moją posturą małego dzidziusia na tym etapie mieć nie mogę ;). Powinnam urodzić go bez problemu - to słowa mojego lekarza. Oby się sprawdziły.
Mój organizm powoli przygotowuje się do porodu, coś tam niby się dzieje, choć ja nic nie czuję. Ale z Córcią też tak było - dopiero w dniu porodu poczułam pierwsze bóle, wcześniej wszelkie skurcze przepowiadające, stawianie macicy itp mnie omijały, a przynajmniej byłam na nie nieczuła. Czy i tym razem też tak będzie - zobaczymy.
Co noc kładę się z lekkim kołataniem serca, zastanawiam się czy aby nie jest to TA noc, kiedy wszystko się zacznie. Boję się bardziej niż za pierwszym razem - wiem mniej więcej co mnie czeka i chociaż poród Matyldy był dość łatwy, jak na poród, to nie było to wydarzenie bezbolesne i nie jest tak, że mogłabym to robić codziennie. Więc czy to dziwne, że się denerwuję?
To, że za chwilę będę miała dwoje dzieci jest także przerażające w swojej cudowności... Jak ja dam sobie radę?
Nie będzie wyjścia, dasz. :)
OdpowiedzUsuńCiekawe, może to już??
Nie myśl o trudach, ale o tej chwili, gdy go wreszcie zobaczysz :) dla tego cudu chyba jeszcze raz zdecyduję się na poród! ;)
POWODZENIA!